Pierwsze łzy, pierwsze rozstania, czyli jak wesprzeć dziecko w adaptacji przedszkolnej

Koniec sierpnia i wrzesień to trudny okres dla trzylatków i ich rodziców. Część dzieci ma za sobą już żłobek, ale i tak najczęściej pójście do przedszkola wiąże się z pewnymi trudnościami. Zmiana miejsca, zmiana opiekunów, wejście w środowisko zdecydowanie bardziej zróżnicowane wiekowo – to wielkie wyzwanie dla całej rodziny, nie tylko dla przedszkolaka – świeżaka. Początek nowego roku szkolnego w przedszkolach na całym świecie obfituje w łamiące serca sceny – dzieci przywierają do swych mam i tatusiów, proszą o to, by zostali, chcą wracać do domu. Rodzice mniej lub bardziej okazują własne emocje – lęk przed pozostawieniem płaczącego dziecka pod opieką nieznanych osób, obawę przed oceną innych dorosłych w przedszkolnym korytarzu oraz pewną przyjemność z tego, że dziecko jest tak przywiązane, kocha ich i ceni ponad wszystko.

Pani wyjdzie, on zaraz się uspokoi.

Zostawić, czy zostać – to dylemat szatniowy stary jak świat. Dziecko prosi, by być z nim, wspierać w pierwszych chwilach, poczekać, utulić dłużej. Dorośli pracownicy przedszkoli często napierają, by szybko wyjść, przekonują, że to oni utulą, pocieszą, że przecież nic złego się nie stanie. Często słyszymy, że jak się za długo pozwala na płacz, to dziecko będzie niesamodzielne, nie nauczy się życia w grupie, będzie ,,wymuszać” obecność rodzica. Co robić, by wesprzeć dziecko w procesie adaptacji w zgodzie z jego potrzebami?

Adaptacja nie tylko dla maluchów

Dla przedszkolnych nauczycieli obecność rodziców w okresie adaptacji jest na pewno bardzo stresująca. Wiele dorosłych par oczu, które uważnie przyglądają się najmniejszym ruchom z ich strony. Poczucie, że jest się poddawanym ciągłej ocenie rodziców jest pewnie zupełnie adekwatne do sytuacji. Rodzic uspakaja w ten sposób również własne obawy o to, czy jego dziecko będzie zaopiekowane. I wbrew pozorom im więcej wie i bardziej ufa nauczycielom, tym z większą mocą przekona dziecko, że będzie w przedszkolu szczęśliwe i bezpieczne.

Z kolan rodziców świat wydaje się bezpieczniejszy

Naturalnym sposobem eksplorowania świata we wczesnym dzieciństwie jest wykorzystanie rodzica, jako ,,bezpiecznej bazy”. Dziecko zaciekawia się światem wtedy, gdy może w każdej chwili wrócić tam, gdzie jest zaopiekowane i spokojne. Pozbawianie przedszkolaka tej możliwości zdecydowanie utrudnia mu sprawę - bez początkowej obecności rodzica nowe środowisko budzi jeszcze większy niepokój. Dlatego tak ogromnie istotny jest okres adaptacji przedszkolnej, kiedy kilkulatek cieszy się mamą, czy tatą dostępnym w niedalekiej odległości od grupy rówieśniczej, gdy może w każdej chwili podbiec i schować się w jego ramionach. Pozwalając na towarzystwo rodzica nauczyciele pomagają budować atmosferę zaufania, która jest niezbędna do rozwoju, zabawy i nauki. Oczywiście równie ważne jest to, by z czasem rodzic się wycofywał – obserwując jednocześnie, na ile dziecko jest na to gotowe. Dlatego zazwyczaj okres adaptacji jest przemyślany tak, by czas towarzyszenia dziecku był krótszy z każdym dniem.

Co jeśli przegapiliśmy okazję do bycia razem w przedszkolnej sali?

Niestety, nie zawsze jest możliwość bycia z dzieckiem w grupie. Wtedy kluczowe są rozstania i nasza gotowość do wspierania przedszkolaka w jego przeżyciach. Nie jestem fanką szybkiego przekazywania malucha w ręce nieznanych mu osób, wymykania się z przedszkola po cichu, bez uprzedzania dziecka. Dla trzylatka rodzic jest najważniejszą istotą na świecie – ostoją bezpieczeństwa, spokoju, kontenerem dla wszystkich emocji. Warto na ten czas zabezpieczyć sobie możliwość późniejszego przyjścia do pracy, czy nawet urlop. Dobrze wykorzystany czas rozstania da wiele korzyści w przyszłości – pozwoli dziecku na bezpieczną separację, da mu cenne umiejętności radzenia sobie ze smutkiem, tęsknotą. U zdrowo rozwijającego się dziecka ciekawość świata w końcu wygra – jeśli wystarczająco długo poprzytula się do mamy lub taty, dostanie wiele zapewnień o tym, że się po nie wróci i możliwość powolnego oddzielenia się od ,,bezpiecznej bazy” ostatecznie otrze łzy i pójdzie bawić się na dywan. I nawet jeśli wiele razy przybiegnie z powrotem się jeszcze ,,ostatni raz” wtulić, to jest to naprawdę duża wartość. Zdecydowanie większa niż narażenie dziecka na samotne przeżywanie rozdzierającej tęsknoty i niepewności, gdy rodzic ucieknie za drzwi i wróci o szesnastej.

Misie – pandusie i kocyki

Ogromną rolę w procesie separacji z rodzicem odgrywają tzw. ,,obiekty przejściowe”. Wiele dzieci we wczesnym dzieciństwie przywiązuje się do różnych, czasem nietypowych przedmiotów, które koją ich lęk i tęsknotę. Warto zadbać o to, by w przedszkolu miały dostęp do swoich ,,uspokajaczy”. Czasem rodzice wyposażają swoje maluchy w zdjęcie rodziny, jakąś własną rzecz – taki zestaw na pewno da poczucie ciągłości i pomoże samodzielnie poradzić sobie z emocjami wtedy, gdy rodzic będzie fizycznie niedostępny.

I ostatnia zasada – konkretny plan działania

Wielu rodziców instynktownie przygotowuje swoje dzieci do przedszkola opowiadając im o tym, jak tam będzie fajnie. Bardzo ważne jest to, żeby w tych opowieściach jak najprawdopodobniej i najprościej odzwierciedlić to, co się naprawdę będzie działo. Opierać się na dość oczywistej codzienności – śniadaniu przy stoliku, spacerze w grupie, zabawie na dywanie. Nie tworzyć zbyt fantazyjnych historii, które mogą się nie zdarzyć. Dzieci lubią proste sprawy i na drobnych, codziennych rytuałach tworzą swoje poczucie bezpieczeństwa i ładu. Prosty opis przedszkolnych zwyczajów będzie zdecydowanie lepszy, niż seria niesamowitych przygód.

Autorka Natalia Perek http://www.piaskownica.eu/nasz-zespol/natalia-perek